2011-06-20 17:28:52

W czwartek mija pół roku…
Pół roku temu życie wywróciło się do góry nogami…
Pół roku smutku, pustki i wspomnień…
Pół roku temu zobaczyłem zapłakanego ojca który nie wiedział jak mi to powiedzieć…
Pół roku temu siedziałem na torach z uchem przy sercu zimnego Wisusa nasłuchując czy oby na pewno…
Pół roku temu znosiłem mojego synka na bok aby nie leżał dalej na torowisku…

Pół roku temu…
Byłem wtedy w pracy…
Uwierzcie lub nie ale każde wyjście z pracy przypomina mi to zdarzenie…
Za każdym razem widzę tatę który mówi: „… nie masz już Wisuska…”, nogi mi się ugięły i myślałem że to zły sen…
Pamiętam że padał marznący deszcz i była szklanka na drogach…
Pamiętam że wiał wiatr…
Napisałem do Pana Tadeusza, napisałem na Wolfdogu, napisałem na Facebook’u…
Posypały się telefony, smsy, maile, odpowiedzi…
Nie miałem sił aby czytać, rozmawiać…
Spotkałem się tylko z Marzeną (NARVANA od Garudy z Peronówki) aby wypłakać się w rękaw…
To były złe święta…
To były bezsenne święta…
Wigilia bez słów z samymi łzami…
Wisus miał być przy nas, przy stole wigilijnym a nie na pace samochodu zawinięty w kocyk…
Pojechaliśmy do Brzeźna również w ciszy, bez radia, bez zbędnych rozmów…
Dojechaliśmy na wieczór ale zdążyliśmy jeszcze odśnieżyć…
Pierwszego dnia świąt wykopałem dołek…
Pod choinkami… Tam gdzie zawsze się wylegiwał…
Pamiętam moment zakopywania…
Pamiętam jak mama zawyła przez okno…
Pamiętam jak łzy rozpuszczały śnieg…
Pamiętam jak po tym poszedłem na spacer, i gdy idąc po drodze zamknąłem oczy i czułem przebiegnięcie za mną. Ze strony na stronę…
Znałem go na tyle że mogłem rozróżnić nawet chód i to był ON!
Dlaczego musiałem ostatni raz pożegnać się z przyjacielem?
Do dziś zadaje sobie to pytanie…
Lecz Wisus był przy mnie cały czas…
Nawet na sylwestra jak byłem to psy zrobiły mu miejsce (Kasiu nie pogniewaj się za użycie zdjęcia)…

Ale trzeba było egzystować dalej… Tak, egzystować bo na nic więcej nie miałem sił…
Postanowiliśmy że dziurę trzeba zakleić, klina klinem…
Miałem wielką obawę że Wisus nie pozwoli, że będzie zły, smutny… Poczuje się zdradzony…
Na początku miał być szczeniak z innej hodowli, nie umiałem skontaktować się z Cwaniakami (chodzi mi oczywiście o Pani Urszule oraz Pana Tadeusza)…
Gdy tam nie wypaliło zebrałem się na odwagę aby wysłać maila…
Brak było odpowiedzi i w pierwszym momencie pomyślałem że… No coś złego pomyślałem…
Napisałem do Pani Urszuli, skontaktowałem się skuteczniej z Panem Tadeuszem i po kilku dniach znów (po prawie roku) jechałem z mamą w tą samą podróż…
Mam nadzieje że to była ostatnia podróż w takim a nie innym celu…

I teraz jest gamoń z nami…

Już 5 miesięcy współpracujemy, uczymy i poznajemy świat na nowo razem…
Wiem że Wisus jest z nami…
Widać to przede wszystkim po tym jak młody biega w Brzeźnie…
Jednym razem jest to zwykła głupawka a drugim razem goni się z nim, widać jak ogląda się za siebie, jak patrzy czy goniący go czasami nie dogania…
Gdy się uczymy widać że młody tak jakby słuchał ale nie mnie… Tak jakby miał niewidzialnego suflera…

Było mi ciężko przełamać serce, dalej nie jest prosto ale o wiele lepiej bo zaczynamy współpracować…
Wiem, że krzywdziłem Cwanego nie udostępniając mu całego serca…
Na początku dopatrywałem się wspólnych cech ale postanowiłem nie porównywać… Nie można tak…
Ale one same się ujawniły… Te same zachowania… Ten same oczy… Ten sam uśmiech na pysku…
Zawsze będę miał dwóch synków… Zawsze będę kochać i Wisusa i Cwanego…

Znajdują się we mnie i na mnie…

Tam gdzie leży Wisus rośnie śliczna trawka a młody nigdy tam się nie położy…
Tak jak jest w moim sercu, leżą obok siebie…

